ONŻ II w Mrzeżynie – 1-17.07.2025
Świadectwo Marcina
Rekolekcje to moje ulubione „zobowiązanie” Domowego Kościoła. Pozwalają mi doświadczyć wspólnoty. Odczuć czym jest przeżywanie Kościoła, liturgii, Słowa Bożego i sakramentów – we wspólnocie. Tej wspólnoty na co dzień mi brakuje w Kościele i w Kręgu. Rekolekcje pozwalają mi jej doświadczyć. Dlatego lubię długie rekolekcje. Ich długość pozwala żeby przyszedł taki dzień, że zaczynam odczuwać bliskość, otwierać się, odczuwać miłość do ludzi i czuć się częścią wspólnoty. Serce ogrzewa się, jakby siedziało przy ognisku. Tu też taki dzień nastąpił. To dla mnie cenne. Wielkie dziękuję dla prowadzących, że to stworzyliście – Wasze serce, praca, czas.
Rekolekcje w Mrzeżynie były też dla mnie doświadczeniem „fajnego” kręgu. Nasz Krąg prowadzony był bez pośpiechu i z empatią. Wypowiadaliśmy się z szacunkiem do innych osób. Nie przynudzaliśmy, nie zagarnialiśmy czasu, słuchaliśmy się nawzajem, odnosiliśmy empatycznie do wypowiedzi innych osób. Nie byliśmy sobie obojętni. Była rozmowa, wymiana myśli, odkrywanie wspólne nowych treści. Były też wzruszenia. Program spotkań kręgu nie był ważniejszy niż dynamika tego co się w nas działo. Pozostawiliśmy przestrzeń dla delikatności Ducha Świętego. Nie było „no dobrze, przejdźmy dalej, bo czas nas goni”. To była moim zdaniem zasługa delikatności prowadzących krąg oraz „fajności” osób w Kręgu. To dla mnie bardzo cenne i jestem za to wdzięczny.
Teraz kilka słów o tym co było dla mnie trudne. Przyjechałem na rekolekcje wyczerpany i taki też wróciłem. Mój system nerwowy, konstrukcja psychiczna – nie odetchnęły. Wróciłem zmęczony pośpiechem, ganianiną, od spotkania do spotkania, w tempo. Tak sobie myślę — ks. Blachnicki zainicjował Kościół Domowy w dawnych czasach, w innej epoce. Pamiętam ją. W mojej rodzinie wówczas nie było tyle pośpiechu co dziś, chaosu, rozbiegania. Inne były wówczas relacje międzyludzkie. Nie było kredytów, gonitwy, lęku przed utrzymaniem pracy zawodowej, takiego poziomu rywalizacji w miejscu pracy, stresu w nas i zestresowanych ludzi wokół. Było skromnie ale spokojniej, powolniej. Nie było mediów, telewizja była czarno-biała i nie nadawała do godziny 16 (pamiętam to!), całe dnie spędzaliśmy na podwórku. Teraz w słowie „oaza” poszukuję oddechu od pośpiechu. W spokoju mam nadzieję odczuć delikatność głosu Boga przemawiającego do mnie. Tego brakuje mi w rekolekcjach. Taki styl życia chciałbym pokazać moim dzieciom, bez „im więcej tym lepiej”. Takich rekolekcji będę szukał w przyszłym roku dla naszej rodziny.
Obecnie odpoczywamy po powrocie z rekolekcji, mamy jeszcze sporo urlopu, chcemy pojechać pod namioty, pobyć. Dziękujemy księdzu Marcinowi za spokojne i z uśmiechem głoszenie Słowa Bożego, ale też za wspólne wyjście na lody. Dziękujemy prowadzącym za wrażliwość i dobroć serc, widoczną w Waszej „rekolekcyjnej” pracy. Dziękujemy za rozmowy o życiu, których bardzo potrzebujemy. Dziękujemy za piękne śpiewy i fajne inspiracje do życia rodzinnego od diakonii wychowawczej.
Dobrze jest spotkać dobrych ludzi w Kościele. Dobrze, że jest takie miejsce spotkań jakimi są rekolekcje. Dziękujemy za rekolekcje. Dobrze że jesteście :)
Świadectwo Edyty i Krzysztofa
Tematem przewodnim rekolekcji w których uczestniczyliśmy były wydarzenia zawarte w Księdze Wyjścia, które ukazują nie tylko historię narodu wybranego, ale także nasze osobiste zmagania i duchowe wyzwolenie.
Krzysiek: Księga Wyjścia jest dla mnie nie tylko historią o starożytnym Izraelu, ale obrazem mojego życia. Tak jak Izraelici byli zniewoleni w Egipcie, ja również jestem uwięziony – w swoich lękach, przywiązaniach, grzechach. Egipt, z którego Bóg mnie wyprowadza, to miejsce komfortu pomieszanego z bólem. To miejsce, do którego się przyzwyczaiłem, bo znam jego zasady, nawet jeśli mnie rani.
Edyta: Mojżesz był dla mnie obrazem powołania – tego, że Bóg nie powołuje tych, którzy są gotowi, ale tych, których sam uzdalnia. Tak samo jak Mojżesz miałam wymówki („nie umiem mówić”, „kim ja jestem?”), tak i ja często mówiłam Bogu: „nie dam rady”, „to nie dla mnie”.
„Ja jestem, który jestem” – ta świadomość, że Bóg nie tylko mnie wzywa do wyjścia, ale idzie przede mną – jak słup obłoku w dzień i słup ognia w nocy. Nawet jeśli nie widzę drogi, On ją zna. Aby przejść do nowego życia, muszę zostawić za sobą wszystko, co mnie ogranicza. Nie poddam się, chcę podążać za Tatą.
Krzysiek: Jesteśmy w drodze, a On nas nie opuści z tym wyszliśmy z przeżytych rekolekcji.
Dla nas obojga był to czas refleksji nad naszymi relacjami, wyborami.
Edyta: Mój Exodus trwa – Ziemia Obiecana dopiero przede mną. Jestem w drodze. Ale wiem jedno: Bóg nie tylko chce uwolnić mnie od czegoś, On chce mnie poprowadzić do czegoś większego.
Utwierdziliśmy się, że potrzebujemy wsparcia innych, aby móc w pełni zrealizować swoje powołanie.
Dziękujemy Bogu za tą duchową podróż, za wszystkich, którzy w niej uczestniczyli, za Księdza, moderatorów, animatorów, diakonię wychowawczą i muzyczną ❤️
Edzia i Krzysio z Lublina
Liczba odwiedzin: 13

