Fotorelacja – wyk. Adam Sz.
Stacja pierwsza
Pan Jezus skazany na śmierć
Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie …
Ludzie osądzili.
Jezus milczy, aż piłat się dziwi. Te tłumy, które jeszcze niedawno Obwoływały Go Mesjaszem, królem, wołały „Hosanna!”, teraz krzyczą: „Ukrzyżuj!”.
Wszystko zmieniło się w tych ludzkich sercach.
A Jezus milczy.
A my?
Nigdy nie krzyczymy pochopnie: „Hosanna!” i nigdy nie wołamy: „Ukrzyżuj!” pod adresem drugiego człowieka, nawet w bardzo małych wymiarach, bo Pan mówi:
„Wszystko co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.
A gdy Pan mówi to tak jest.
Kiedy zaś ludzie będą nas wychwalać, prawie że uwielbiać, a także kiedy ci sami ludzie będą z nas szydzić i będą wołać „Ukrzyżuj!” – zachowajmy milczenie serca, mocą milczenia Pana.
Nie bójmy się ludzkiego sądu, nie bójmy się ludzkich wyroków. Wydaje się nam wtedy, że cały świat wali się nam na głowę, że nie wytrzymamy, bo to jest tak podłe, tak niesprawiedliwe, tak nieprawdziwe; to tak pali, kłuje, rozrywa jak granat.
Tylko ten zachowa się z godnością – jak człowiek, jak chrześcijanin – kto oparł się na Panu Jezusie, kto Jemu uwierzył, kto wsłuchał się raz i ciągle się wsłuchuje w Jego milczenie przed sądem Piłata.
Tak człowiek, rozkochawszy się w Panu, jak Święty Paweł za nic ma ludzki sąd, bo jego sędzią jest Pan.
Gdy on będzie naszym wszystkim, będziemy mocni. Wtedy będziemy umieli przejść przez trudy życia z nadzieją na lepsze jutro.
Panie Jezu, pozwól nam być pielgrzymami nadziei w naszym życiu oraz nie osądzać innych ludzi słowem, postawą ani złą myślą.
Stacja druga
Pan Jezus bierze krzyż na Swoje ramiona
Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie …
Panie Jezu przyjmujesz krzyż nie z przymusu, ale z miłości do nas. Nie buntujesz się, nie uciekasz, nie narzekasz, ale z pokorą przyjmujesz ciężar grzechów całego świata. Choć wiesz jak ciężka będzie ta droga zgadzasz się na nią pójść – dla mnie, dla każdego człowieka.
Twoja postawa uczy nas zaufania i nadziei w trudnych chwilach naszego życia. My pielgrzymi nadziei często stajemy wobec ciężkich wyzwań niepewności i cierpienia.
Ile razy ja uciekam od krzyża? Od trudnych spraw, obowiązków, ludzi których ciężko kochać? Wolimy wygodę, spokój własne plany. Ty pokazujesz że prawdziwa miłość rodzi się w ofierze, że krzyż nie musi być końcem, ale jest początkiem zbawienia, przemiany, życia. W krzyżu jest siła i zwycięstwo.
Pomóż nam nieść nasze codzienne krzyże z ufnością, że po ciemności zawsze przychodzi światło zmartwychwstania. Daj siłę byśmy nieśli nasz krzyż z wiarą, tak jak Ty. Spraw byśmy w każdej trudności potrafili zobaczyć Twoją obecność i sens, którego jeszcze nie rozumiemy.
Jezu który bierzesz krzyż na swoje ramiona ucz nas ufać, że każde cierpienie prowadzi do nowego życia.
Stacja trzecia
Pan Jezus upada po raz pierwszy pod ciężarem krzyża
Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie …
Wyobraźmy sobie tę scenę.
Jezus, już zmęczony po biczowaniu, po cierniowej koronie, po wyszydzeniu, dźwiga na swoich poranionych ramionach ciężki krzyż. Każdy krok jest dla Niego ogromnym wysiłkiem. Nagle, pod tym ogromnym ciężarem, Jego siły go opuszczają. Nogi się pod Nim uginają, a On sam upada na twardą, nierówną drogę. W tym momencie upadku, Jezus doświadcza ogromnego bólu fizycznego, ale także duchowego – poczucia osamotnienia i ciężaru grzechu, który wziął na siebie.
Jednakże, patrząc na Jezusa, który pomimo upadku nie pozostaje leżący, ale z trudem podnosi się, odnajdujemy kluczową prawdę naszej wiary i naszej oazowej drogi. Ten upadek nie jest końcem, ale momentem prawdy o naszej ludzkiej kondycji i o niezmierzonej miłości Boga, który nigdy nas nie opuszcza.
W duchu „Światło-Życie” wiemy, że nie jesteśmy sami w naszych upadkach. Nasza wspólnota, nasze diakonie, nasze kręgi są miejscem, gdzie możemy dzielić się naszymi słabościami, gdzie możemy liczyć na wsparcie braci i sióstr. To w świetle Słowa Bożego i w mocy sakramentów czerpiemy siłę, by po każdym upadku powstać i z nową determinacją podążać za Chrystusem.
Może ten pierwszy upadek Jezusa powinien być wezwaniem do ufności w Boże miłosierdzie i do budowania silnych więzi we wspólnocie. Pamiętajmy, że jako „Pielgrzymi Nadziei”, nawet gdy upadamy, mamy pewność, że Chrystus podnosi nas swoją łaską, a wspólnota Ruchu Światło-Życie jest drogą, która pomaga nam iść dalej, ku pełni życia w Nim.
Stacja czwarta
Pan Jezus spotyka Swoją Matkę
Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie …
Jezu Chryste, tuż po Twoim upadku pod krzyżem, wtedy gdy najbardziej potrzebowałeś umocnienia i pociechy, natychmiast pojawiła się Maryja – Twoja i nasza Matka. Oto geniusz świętej kobiety, która rozumie, kocha i wspiera tych, których Bóg jej powierzył. To ona pielgrzymowała ze swoim synem aż do końca, żyła nadzieją…
W pielgrzymowaniu Kościoła stale obecna jest Maryja – to ta, która pierwsza Bogu powiedziała „tak”. Maryja idzie z dala za nauczającym Jezusem. To wzór słuchania i dyskretnej obecności. Obecności do końca w męce konania. Staje się dla nas uosobieniem miłości wiernej i wytrwałej.
Drogi ludzkiego życia mogą stać się drogami nadziei, do której prowadzi Maryja – bo to droga niełatwa – nie daje szybkich rozwiązań, nie daje prostych odpowiedzi. To droga depresji, odrzucenia przez innych, pełna zwątpienia i ciągłych ludzkich dylematów. W życiu Maryi pełnym niespodzianek i nieoczekiwanych zwrotów również pojawiła się ludzka obojętność, zdrada, opuszczenie, zwątpienie i nienawiść.. Gdy najpierw tłumy oddają chwałę Jezusowi, a później słychać krzyk „ukrzyżuj go”!.
Ona trwa… Jest naszą Orędowniczką, Wspomożycielką i Pośredniczką
Maryja obserwuje, jak ludzie opuszczają Jezusa wtedy i teraz. Uciekamy, rezygnujemy, odchodzimy w imię „źle pojętej wolności.
„Maryjo, Matko nadziei bądź z nami na wszystkich naszych drogach”:
Gdy się boimy, chowamy
Kiedy brakuje nam sił i cierpliwości
Kiedy za mało kochamy
Pielgrzymujmy przez życie z radością na spotkanie Najwyższego. Nie zamykajmy świata na swojej osobie. Niech nadzieja otwiera nas ku innym, niech będzie gotowością wyjścia z życzliwością tak delikatną, że niemal niewidoczną….
Trwanie przy Krzyżu – to najtrudniejsza droga nadziei ale też przejaw wiary i miłości – która niczego nie oczekuje ale oddaje wszystko….
„Nie odchodźcie, jak to zrobili już inni. Stańcie przy mnie i wpatrujcie się w Ukrzyżowanego, bo przecież w jego ranach jest Wasze zdrowie”.
Stacja piąta
Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi
Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie …
„Gdy wyprowadzili Jezusa, zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola i włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem.” (Łk. 23, 26)
Jezus doświadcza niewymownego bólu i cierpienia fizycznego, ale także psychicznego i duchowego związanego z odrzuceniem, niezrozumieniem, samotnością, zdradą przyjaciół i uczniów.
Czy ja w swojej codzienności nieprzymuszony pomagam nieść krzyż Chrystusowi?
Jezus uczy nas pokory, odpowiedzialności za innych, dzielenia się ciężarami, ucieleśnienia miłości. Czy pamiętam o tym, że jestem we wspólnocie, że powinienem służyć bliźniemu? Ile razy nie pomogłem w niesieniu krzyża? Czy muszą wyciągać mnie imiennie, na siłę bym służył wspólnocie?
Czy przez moją postawę chcę być pielgrzymem nadziei?
Jezu, czy Ty jesteś dla mnie na pierwszym miejscu?
Ile razy zaniedbałem uczestnictwo w spotkaniu kręgu? Ile razy buntowałem się, że nie chcę być w tym kręgu, bo bliźni mi „nie odpowiada”?
W tej stacji drogi krzyżowej pokazujesz nam Panie, że to jest zaparcie się samego siebie i przyjęcie krzyża dla mojego dobra, dla mojego zbawienia. Zrobiłeś to dla mnie już 2000 lat temu i będziesz robił to nadal.
Panie Jezu, proszę Cię daj mi siłę do codziennego dawania świadectwa o Twoim Miłosierdziu.
Stacja szósta
Weronika ociera twarz Panu Jezusowi
Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie …
W tej stacji widzimy jak Weronika reaguje na widok cierpiącego Jezusa. Przedziera się przez tłum i żołnierzy, żeby chociaż otrzeć mu twarz. Gest niewielki, a jednak znaczy tak wiele. Jest wyrazem współczucia, miłości, chęci pomocy. Jest naturalnym odruchem człowieka – pomóc potrzebującemu.
Jezus mimo ogromnego bólu i zmęczenia odwzajemnia to dobro, na jej chuście pojawia się Jego oblicze. Oboje bohaterowie tej sceny zostali obdarowani, miłość zatoczyła krąg, nadzieja zatoczyła krąg. W tłumie szydzących, bluźniących i tych obojętnych, może przestraszonych, znalazła się jedna odważna kobieta, która ruszyła za głosem serca bo zobaczyła człowieka w potrzebie. Na tę jedną chwilę świat stał się piękniejszy, rozświetlony, miłość i człowieczeństwo zatriumfowały, nadzieja się umocniła. Może ten sam krzyż stał się odrobinę lżejszy…
Dzisiejszy świat bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje takich gestów. Zagubieni dorośli, zagubione dzieci, cierpiący i samotni, tracący nadzieję, tracący sens życia.
Czasem wystarczy niewiele – uśmiech, skinienie głową, serdeczny wzrok, krótka rozmowa, czasem więcej zaangażowania, konkretna pomoc. Uczeń Chrystusa uczestniczy w każdym człowieku widzi samego Chrystusa, uczeń Chrystusa uczestniczy w przepływie miłości – raz jest dawcą, innym razem biorcą. Wszyscy jesteśmy w drodze, wszyscy jesteśmy pielgrzymami. Wszyscy jesteśmy za siebie wzajem odpowiedzialni. Nieść nadzieję – jak Weronika, jak Matka Teresa z Kalkuty, jak wielu przed nią i po niej – Ty też jesteś zaproszony.
Czy moje serce wzrusza się na widok cierpienia innych? Czy potrafię współczuć? Jaki jest mój stosunek do ludzi z marginesu, braci i sióstr będących w nędzy duchowej czy potrzebie materialnej? Czy potrafię dostrzec w innych twarz Chrystusa? Czy inni mogą dostrzec we mnie Chrystusa? Czy pamiętam o słowach Jezusa: Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (Mt 5, 7)? Czy przypominam sobie sytuacje, w których Jezus rozpromienił nade mną swoje oblicze? Czyje oblicze ja rozpromieniłem?
Panie Jezu, spraw, proszę, abym umiał rozpoznawać Ciebie w każdym potrzebującym i cierpiącym, bym nigdy nie odwracał swej twarzy od Ciebie. Święta Weroniko wypraszaj mi odwagę i cierpliwość w czynieniu dobra i niesieniu nadziei.
Stacja siódma
Pan Jezus upada po raz drugi pod ciężarem krzyża
Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie …
Jezus znów upada, mimo pomocy Szymona.
To „znów” bywa bardziej bolesne i upokarzające niż sam upadek. Można sobie mocno postanowić i obiecywać, że następnym razem będzie lepiej, mądrzej, cierpliwiej, z opanowaniem. I znów upaść w ten sam sposób.
Jezu Chryste, upadasz pod krzyżem po raz drugi. Twój upadek nie jest znakiem Twojej słabości, ale potwierdzeniem okrucieństwa tych ludzi, którzy nałożyli na Ciebie ten krzyż.
Zupełnie inny wymiar mają nasze upadki. Zwłaszcza te upadki, które dokonują się w małżeństwie i rodzinie. One są zwykle skutkiem tego, że zbyt mało Ciebie kochamy, że za mało z Tobą rozmawiamy, że mylimy Twoją miłość z zakochaniem, nastrojem a nawet z pożądaniem. Osobista przyjaźń z Tobą i wspólna modlitwa w rodzinie – to najlepszy sposób na to, by ustrzec się upadków lub by się natychmiast z nich podnieść wtedy, gdy doświadczamy naszej słabości i bezradności.
Jezu upadający po raz drugi, jak jesteś nam bliski, gdy przygnębia nas powtarzalność naszych błędów i porażek. Patrząc na Ciebie, chcemy się zgodzić na naszą słabość. Na to, że mimo wszystkich starań i wysiłków znów będziemy potrzebować Twojej łaski i przebaczenia.
Jezu, przytłoczony ciężarem niezasłużonego krzyża, przypominaj małżonkom, rodzicom i dzieciom o tym, że mogą oni rozmawiać ze sobą językiem miłości i pokonywać wszelkie słabości tylko wtedy, gdy najpierw rozmawiają z Tobą i gdy od Ciebie uczą się życia w godności i wolności dzieci Bożych.
Stacja ósma
Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty
Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie …
Kiedy Jezus był już blisko celu, spotkał kobiety, które na widok Jego cierpienia lamentowały i zawodziły. Jezus nie pragnie litości nad sobą. Jezus nigdy się nad sobą nie rozczulał. Był jednak wrażliwy na ludzką niedolę. Płakał, gdy zmarł Jego przyjaciel Łazarz. Wzruszał się wiarą spotykanych ludzi. Ogarniała Go litość, gdy widział głodne tłumy. Jezus płacze też nad Jerozolimą, która nie rozpoznała znaków czasu; płacze nad człowiekiem, który nie rozpoznał w Nim Boga.
W świecie, w którym neguje się istotę małżeństwa i rodziny, w którym odrzuca się jako przestarzałe i niepasujące do nowoczesnego świata normy moralne, Jezus wzywa nas, byśmy nie lamentowali, ale działali. Mamy tak wiele możliwości aby w zdecydowany sposób stawać w naszym życiu po stronie Boga: marsze dla życia, duchowa adopcja dziecka poczętego, zaangażowanie w działalność organizacji pro-life, uczestniczenie w różnych akcjach organizowanych w obronie przed demoralizacją naszych dzieci i młodzieży, indywidualna modlitwa, post i jałmużna, a nade wszystko świadectwo własnego życia rodzinnego.
Panie Jezu, wskaż nam kierunki, w jakich powinniśmy iść, abyśmy stawali się pielgrzymami nadziei niosąc światu radosne orędzie Ewangelii o wartości rodziny i małżeństwa i o tym, że tylko Ty Jesteś jedyną nadzieją dla świata pogrążanego w coraz większej ciemności i chaosie.
Stacja dziewiąta
Pan Jezus upada po raz drugi pod ciężarem krzyża
Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie …
Człowiek – jak pielgrzym nadziei – upada i podnosi się aby iść dalej. Trzeci upadek Jezusa to moment głębokiej duchowej nauki.
1. Ludzka kruchość: Jezus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, doświadcza ludzkiej słabości w sposób namacalny. Jego upadek przypomina nam, że choć jesteśmy kruchymi i ograniczonymi stworzeniami, nasza słabość nie jest przeszkodą dla łaski Bożej. Wręcz przeciwnie, to w naszej kruchości Bóg objawia swoją moc.
2. Ciężar grzechu: Krzyż, który Jezus niesie, to nie tylko fizyczna belka; to symbol grzechu ludzkości. Każdy z naszych grzechów, egoizmów i zaniedbań dodaje ciężaru temu krzyżowi. Trzeci upadek zaprasza nas do refleksji nad tym, jak nasze działania, lub ich brak, przyczyniają się do cierpienia Chrystusa i naszych braci i sióstr.
3. Wytrwałość w miłości: Pomimo upadku Jezus powstaje. Nie robi tego o własnych siłach, ale z miłości do nas. Ten akt powstania po raz trzeci jest świadectwem, że miłość jest silniejsza niż ból, że nadzieja może pojawić się nawet w najciemniejszych momentach.
W świecie naznaczonym niepewnością, wyczerpaniem i rozpaczą, ta stacja Drogi Krzyżowej ma głęboko aktualne przesłanie. Wielu z nas czuje się przytłoczonych ciężarem własnych „krzyży”: problemów rodzinnych, trudności finansowych, chorób, samotności czy rozczarowań. W tych momentach obraz Jezusa upadającego po raz trzeci przypomina nam, że nie jesteśmy sami w naszym cierpieniu. Tak Jezus – musimy powstawać i iść dalej.
Wszyscy upadamy, wszyscy mamy chwile słabości. Zamiast się zniechęcać, możemy ofiarować te upadki Bogu, ufając, że On może przemienić je w okazje do wzrostu.
Trzeci upadek Jezusa uczy nas, że bez względu na to, jak trudna jest droga, zawsze jest powód, aby powstać. Chrześcijańska nadzieja to nie powierzchowny optymizm, ale pewność, że Bóg jest z nami, nawet w najciemniejszych momentach.
Upadek Jezusa to nie koniec historii. Jego zmartwychwstanie przypomina nam, że po cierpieniu przychodzi życie; po krzyżu przychodzi chwała.
Niech ta refleksja inspiruje nas do życia z większym współczuciem, do powstawania z nadzieją po każdym upadku i do ufności, że na końcu drogi czeka na nas światło zmartwychwstania.
Stacja dziesiąta
Pan Jezus z szat obnażony
Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie …
Przyprowadzili Cię Panie Jezu na Golgotę – umęczonego, ledwo żywego, skatowanego.
Można by powiedzieć: osiągnęli swój cel.
Tak mogłoby się wydawać, jednak ,,NIE’’ – postanowili upodlić Cię jeszcze bardziej, postanowili ogołocić Cię do reszty.
Ci, co męczyli wycieńczonego Jezusa, upadającego pod ciężarem krzyża, zabrali Mu praktycznie wszystko: dobre imię, szacunek, godność. Teraz zostały mu jeszcze tylko szaty, no i… samo życie.
Panie – patrzymy na Ciebie, obdartego z szat i widzimy obraz człowieka pozbawionego wszelkiej godności, człowieka pozbawionego wszelkiej nadziei, widzimy obraz niesprawiedliwości i nieuczciwości z jaką Cię potraktowali inni ludzie.
Boże – choćby odarli mnie ze wszystkiego, wiem że Ty mnie kochasz. Choćbym stracił wszystko i nie miał już nic – wiem, że wciąż jestem Twoim dzieckiem. Twoja miłość daje mi nadzieję, że pielgrzymując przez ten ziemski świat, osiągnę życie wieczne i będę już na zawsze radował się z tobą.
Tylko czy potrafię zaufać Tobie Panie i wytrwać w tej nadziei do końca? Czy wystarczy mi sił?
Zmiłuj się nad nami Panie…
Stacja jedenasta
Pan Jezus do krzyża przybity
Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie …
Jezu, Ty stałeś się człowiekiem i osobiście przyszedłeś do nas chociaż wiedziałeś, jaki los zgotujemy Tobie. Wiedziałeś o tym, że niektórzy z nas podniosą na Ciebie rękę i że będą chcieli Ciebie zabić. Przyszedłeś do nas mimo wszystko, bo nasz los jest dla Ciebie ważniejszy niż Twój własny los.
Niektórzy ludzie w naszych czasach są aż tak naiwni – albo aż tak cyniczni – że twierdzą, iż zawarcie nierozerwalnego małżeństwa to „utrata” wolności, to rodzaj „przybicia” do krzyża. Tacy ludzie proponują egoistyczną samotność albo tak zwane „wolne związki” jako sposób na życie oraz na więzi między kobietą a mężczyzną. Czasami małżeństwa sakramentalne, w których mąż i żona żyją pod jednym dachem , ale jakby obok siebie niewiele różnią się od takich związków. Tymczasem „wolne związki” to tylko przewrotna, gdyż wewnętrznie sprzeczna, gra słów. To „miła” nazwa na określenie związków bez publicznej deklaracji wierności w każdej życiowej sytuacji. Prawdziwym dramatem w życiu człowieka jest ucieczka od brania odpowiedzialności za swoje czyny, decyzje i relacje. Związki sakramentalne mają swoje źródło w Tobie, Ty dajesz siłę i nadzieję. W trudnych sytuacjach zwracamy się do źródła łaski płynącej z Twojego Serca.
Przybicie do krzyża ma miejsce wtedy, gdy ktoś grzeszy, gdy ulega egoizmowi, gdy wpada w uzależnienia, gdy stosuje przemoc, gdy krzywdzi samego siebie i innych ludzi. Miłość nigdy i nikogo nie przybija do krzyża! Miłość od krzyża uwalnia! Małżonkowie i rodzice świadomie dążący do świętości starają się być radośni i wnoszą radość w życie swoich bliskich. Także wtedy, gdy dotyka ich choroba, trudności finansowe czy inne formy cierpienia.
Jezu, który pozwoliłeś się przybić do krzyża, przypominaj współczesnym ludziom o tym, że do krzyża przybite są tylko te rodziny, w których brakuje Boga i Bożej miłości — tej jedynej, która jest niezawodna i która przynosi trwałą radość.
Stacja dwunasta
Pan Jezus umiera na krzyżu
Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie …
Życie człowieka jest pielgrzymką. Na tej drodze potrzebujemy chwil, dzięki którym zatrzymamy się, odpoczniemy i wzmocnimy nadzieją, że dotrzemy do celu podróży.
Jako chrześcijanie musimy podejmować trudne decyzje i stawiać czoła wyzwaniom. Naszym celem jest duchowe dążenie do coraz pełniejszego zjednoczenia z Bogiem, który zbliżył się do nas w Chrystusie.
Podążając za Chrystusem do Domu Ojca prowadzeni jesteśmy przez Ducha Świętego. Życie duchowe każdego człowieka jest realizacją powołania do świętości. W naszych rodzinach przeżywamy wiele trudnych chwil. W radzeniu sobie z wyzwaniami przed którymi stajemy pomaga nam nadzieja. Przejawia się ona w codziennych drobnych gestach wsparcia, dzięki sile ludzkiego ducha i potędze życzliwości.
Jezus Chrystus umierając na krzyżu dał nam zbawienie. Bóg godząc się na Jego śmierć dał wyraz swojej miłości do człowieka.
Jezu konający na krzyżu wejrzyj łaskawie na naszych dobroczyńców, którzy są naszym wsparciem na pielgrzymim szlaku naszego życia.
Stacja trzynasta
Pan Jezus zdjęty z krzyża
Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie …
Jezus został zdjęty z krzyża. Jego umęczone ciało spoczywa w ramionach Matki. To moment ciszy, pełen bólu, ale i nadziei. Maryja, która towarzyszyła Synowi przez całe Jego ziemskie życie, od momentu Zwiastowania, przez publiczne nauczanie, aż po Jego drogę na Golgotę, teraz przyjmuje Go po raz ostatni. Nie ma już krzyku tłumu, nie ma szyderstw – jest tylko miłość i czułość.
Ten moment jest dla nas wezwaniem do refleksji nad własnym życiem. Czy potrafimy przyjąć Jezusa w naszej codzienności? Czy mamy odwagę trwać przy Nim, nawet gdy świat odwraca się od Jego nauki? Józef z Arymatei i Nikodem, którzy zajmują się pochówkiem Jezusa, pokazują nam, że wiara domaga się działania. Nie wystarczy tylko współczucie – trzeba podjąć konkretne kroki, by nieść Chrystusa innym.
Niech ta stacja będzie dla nas przypomnieniem, że Jezus oddał życie z miłości do nas. Niech Jego ciało, zdjęte z krzyża, stanie się dla nas znakiem nadziei i zaproszeniem do konkretnych działań wynikających z wyznawanej przez nas wiary.
Stacja czternasta
Pan Jezus złożony do grobu
Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie …
Pielgrzym nadziei ma być znakiem nadziei – papież Franciszek w bulli „Spes non confundit” zauważa, że tej nadziei od nas, katolików, tak bardzo potrzebują seniorzy, ubodzy, doświadczeni wojną, także młodzi. Spotkanie z Bożą Miłością musi spowodować budowanie nowej kultury – kultury nadziei, w której będziemy przypominać innym, że Bóg jest i działa.
Ludzi, dla których mamy być znakiem nadziei, nie znajdziemy w puszczy: oni błąkają się po pustyniach współczesnego świata – na ulicach, w przedsionkach naszych kościołów, przy ostatnich miejscach naszych rodzinnych stołów.
Złożenie do grobu to symbol umierania starego człowieka, ale też okazja, by pozwolić umrzeć wszystkiemu, co w nas nie-życiodajne.
Tu, przy czternastej stacji, w grobie Jezusa, zostawmy ideę „zawsze tak było” – bo Zmartwychwstanie to otwarcie na nowość, nowe życie. Nie chowajmy się w złudnym poczuciu bezpieczeństwa, ale idźmy opowiadać o Bożej Miłości nie tylko drzewom, ale prawdziwym ludziom.
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.
Liczba odwiedzin: 0